Menu

O misiu - kapralu z armii Andersa

8 kwietnia 1942 r. Polacy ochraniający grupę cywilów transportowanych z Pahlavi w Iranie do Palestyny spotkali perskiego chłopca, który przyniósł im zawiniątko z małą, brunatną, puszystą kulką w środku. Był to mały niedźwiadek syryjski, którego mamę zastrzelili myśliwi. Ku uciesze dziewcząt z obozu miś został odkupiony od chłopca, karmiony butelką ze skondensowanym mlekiem i nazwany z polska – Wojtek. Jednak nie mógł tam pozostać i został przewieziony do siedziby sztabu w Teheranie. Miś rósł jak na drożdżach i żołnierzom coraz trudniej było znaleźć dla niego wystarczające ilości pożywienia więc…został oficjalnie wcielony do wojska jako żołnierz w jednostce swoich wybawicieli - 2 Kompanii Transportowej i otrzymał regularny żołd w postaci zwiększonej racji żywnościowej!

Był nietypowym szeregowcem, który dostawał podwójne racje żywnościowe zamiast żołdu. Jako żołnierz i maskotka swojej jednostki przemianowanej na 22 Kompanię Zaopatrywania Artylerii II Korpusu Polskiego gen. Andersa przejdzie z nią cały szlak bojowy od Iranu, przez Irak, Syrię, Palestynę, Egipt aż do Włoch.

Imię Wojciech ze starosłowiańskiego oznacza "cieszącego się wojownika", "wojownika pociechę". Ciekawe na ile żołnierze byli tego świadomi przy wyborze imienia? Nie można było bowiem lepiej trafić.

Wszyscy go uwielbiali, bo też był bardzo nietypowym misiem i miał bardzo dużo ludzkich cech: był towarzyski, pomocny, lubił się przytulać, jadł z żołnierzami, spał w jednym namiocie, miał słabość do słodyczy (miód, marmolada, owoce), a nawet pił piwo i "palił" papierosy! Chciał być taki jak Polacy, tylko to palenie go trochę przerosło. Papierosy po prostu zjadał.

Organizowano sobie z nim sesje zdjęciowe, zawody w zapasach (nigdy nikomu nie zrobił krzywdy, choć nawet przerzucał żołnierzy ponad głową) a jego podobizna stała się z czasem oficjalnym logo Kompanii, noszonym na mundurach i malowanym na wszystkich pojazdach. Wojtek uwielbiał też jazdę  wojskowymi ciężarówkami a jego widok siedzącego w szoferce wywoływał zawsze sensację. Reagował na język polski a niektórzy świadkowie twierdzą, że rozpoznawał melodię "Mazurka Dąbrowskiego" i dawał to do zrozumienia tańcem. Hymn polski musieli często śpiewać jego kompani ku pokrzepieniu serc, a na pewno słyszał jego uroczyste granie na okręcie "Batory", którym jego jednostka popłynęła w lutym 1942 roku z Egiptu do Włoch. Anglicy początkowo nie chcieli wpuścić zwierzaka na pokład i aż dzwonili w tej sprawie do dowództwa w Kairze. Kiedy jednak okazało się, że niedźwiedź to oficjalny żołnierz polski w stopniu kaprala (nominacja gen. Andersa!), z własnym numerem służbowym, książeczką wojskową i żołdem... nie mieli wyjścia.

I tak Wojtek trafi w rejon bitwy o Monte Cassino, nazywanej najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z Niemcami w czasie II wojny światowej. Jego jednostka dostała zadanie dostarczać amunicję, żywność i benzynę dla polskich pułków artylerii ciężkiej. Mierzący prawie 2 metry niedźwiedź nie próżnował, tylko pomagał załadowywać platformy ciężarówek potwornie ciężkimi skrzyniami z amunicją. To co on niósł sam zastępowało pracę 4 żołnierzy. Nie była to bynajmniej "niedźwiedzia przysługa"! Robił to sprawnie i delikatnie, znów wprawiając w osłupienie napotykanych żołnierzy innych narodowości. Jego pomoc na pewno w jakimś stopniu przyczyniła się do zdobycia przez Polaków w nocy z 17 na 18 maja wzgórza Monte Cassino, które to wraz ze wzgórzami Monte Cairo, San Angelo i Passo Corno było kluczową pozycją obronną niemieckiej Linii Gustawa. Droga do zdobycia Rzymu została  dla aliantów otwarta.

Za biało-czerwoną flagę na ruinach średniowiecznego klasztoru na Monte Cassino życie oddało ponad 1000 Polaków, a trzy razy więcej zostało rannych. Osiągnęli cel, choć przed nimi nikomu się to nie udało (walki trwały od stycznia 1944 roku). Tak bardzo chcieli zadać kłam sowieckiej propagandzie, że Polacy nie umieją i nie chcą walczyć. Wierzyli też, że z każdą klęską Niemców są bliżej powrotu do kraju.

Tymczasem jednostka Wojtka mogła chwilę odpocząć a misiek cieszył się z możliwości popływania w Adriatyku. Kochał bowiem pływać. Świadkowie opowiadali, że raz widząc morze wyskoczył z ciężarówki i pobiegł na plażę witany piskiem włoskich, opalających się dziewcząt.

26 września 1944 roku Kompania opuści Włochy i popłynie do Szkocji. Nowym domem będzie dla niej Winfield Camp. Teraz Szkoci musieli oswoić się z takim nietypowym widokiem jak niedźwiedź kąpiący się w rzece albo wspinający się po drzewach. Bardzo szybko i tam go pokochano, a miejscowe Towarzystwo Polsko- Szkockie uczyniło go swoim członkiem.

Historia misia nie skończy się jednak happy endem. Po demobilizacji jego jednostki w listopadzie 1947 roku okaże się, że nie pojedzie ze swoimi kumplami do wolnej Polski, bo takiej po prostu nie ma. Nieliczni zdecydowali się na powrót, reszta pozostała bardzo rozczarowana na obcej ziemi i rozproszyła się po całej Wielkiej Brytanii. Wojtek musiał trafić do zoo w Edynburgu. Porzucenie przyjaciela, ich "nadziei na czterech łapach" będzie dla żołnierzy bardzo bolesne.

A Wojtek... Zostanie największą atrakcją zoo aż do swojej śmierci 2 grudnia 1963 roku. Będzie gwiazdą, ulubieńcem dzieci a "jego Polacy" będą go odwiedzać. Mimo to wszyscy widzieli, że cierpi z powodu samotności i utraconej wolności. Zawsze będzie tęsknił za Polakami, strzygł uszami na dźwięk polskiej mowy oraz "uśmiechał się" do zagadujących go w tym języku. Nawet w chorobie chętniej zgadzał się na zastrzyki, gdy prośba była po polsku.

Dziś Wojtek doczekał się kilku pomników np. w Edynburgu, Grimsby, Żaganiu i Szymbarku. Jest bohaterem kilku filmów dokumentalnych, książki dla dzieci, kilku piosenek (choć w języku angielskim), a ostatnio nawet na rynku pojawiło się angielskie piwo pod nazwą "Wojtek".

Czas, by Wojtka bardziej poznali Polacy, a 70. rocznica zdobycia Monte Cassino jest do tego idealnym pretekstem. Historia misia-żołnierza, sieroty  z gór Elburs w Iranie, który tak pokochał Polaków może otworzyć niejedno serce dla żołnierzy Andersa i przy okazji przypomnieć o takich wartościach jak miłość do Ojczyzny, przyjaźń i walka o ideały.

Organizatorzy

Sponsor

PKN Orlen

Lycamobile

Małopolska

Patronat honorowy

Instytut Pamięci Narodowej

PZLA

Strategiczny partner medialny

Polska Agencja Prasowa

Patroni medialni

Bieganie.pl

Runner's World

Maratończyk.pl

Partnerzy włoscy

Dane kontaktowe

  • KB Sporting Międzyzdroje
  • Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
  • FB/BiegMonteCassino
  • tel +48 (22) 622 9110 wew. 115
  • fax +48 (22) 622 9110 wew. 115